PlayStation3.pl


Hiryu|2011-07-11 21:51:41

Przy recenzowaniu gry ocena sprawia zwykle znacznie więcej kłopotów, niżby się mogło wydawać, drogi Graczu. Zawsze można rzucić cyfrą, z którą gra się kojarzy. Trudniej jednak wyważyć wady i zalety, aby powstała nie tylko możliwie obiektywna ocena, ale i jej sensowne uzasadnienie. Zawsze problemem jest określenie progów. Co jest warte 10/10? Co jest wzorem przeciętności? Jaki tytuł reprezentuje dno?

 

            Dragon Age 2, zanim ktokolwiek wyciągnie z mojego wstępu złe wnioski, nie zbliża się do żadnej ze skrajnych wartości. Nowe dzieło Bioware trzyma się raczej niebezpiecznie blisko środka skali. Czy kontynuacja udanego RPG w klasycznym, zachodnim stylu stanie się nowym wykładnikiem gry-średniaka? Poniżej spieszę z przydługą odpowiedzią.

 

            Grę rozpoczynamy, jak na RPG przystało, od etapu tworzenia naszego awatara. Fakt nie przykładania się producenta do produktu widać już od początku. Zupełnie zadowalająca liczba opcji personalizacji wyglądu postaci cieszy. Szczególnie, że idzie w parze z drobnymi detalami, jak wybór obrazka reprezentującego postać w menu. Niestety, kto grał w DA1, ten pamięta, że tam opcji było więcej. Ponadto choć znany z DA1 system podziału na 3 klasy: Łotrzyka, Wojownika i Maga pozostaje, znikła opcja wyboru rasy. W DA2 gracz zawsze prowadzić będzie człowieka, kobietę lub mężczyznę. To ograniczenie wypada ironiczne w kontekście fabuły opartej na wzajemnych uprzedzeniach, rasizmie i nietolerancji, ale nie wyprzedzajmy...

 

            Gdy już wykreujemy mordkę naszego Czempiona, oraz określimy, co wydarzyło się w naszej wersji DA1 (wczytując save, lub wybierając z gotowych opcji), zostaniemy rzuceni wprost w wir walki. Tym razem nie będziemy musieli krążyć wokół wioski „Startowo” wycinając w pień szczury i gobliny, aż wioskę pod naszą nieobecność najazd Większego Zła zrówna z ziemią. Wprowadzenie, połączone z mini – instruktażem od razu pokazuje zniszczenie rodzinnej krainy, w wyniku którego protagonista nazwiskiem Hawke musi uciekać przez wielką wodę do miasta zwanego Kirkwall. Ponownie ograniczono opcje w stosunku do DA1 – pochodzenie Hawke’a jest zawsze takie samo. Jedynym, na co mamy wpływ jest, czy oprócz matki towarzyszyć nam będzie brat czy siostra (zależnie od klasy Hawke’a). Scena przybycia na miejsce otwiera właściwą grę i zarazem przedstawia nam największą wadę DA2. Gra pod względem oprawy graficznej jest cienka  jak sznurek do wieszania prania.

 

            Wszystkie budowle w Kirkwall to różnych rozmiarów prostopadłościany. Niezależnie od dzielnicy miasta będziemy się czuć, jak w blokowisku przeniesionym do średniowiecza. Tereny należące do szlachty miejskiej ozdobią okazyjne arkady, ale i one nie grzeszą fantazyjnością. Minimapa utrudnia zgubienie się w mieście, ale zabudowa a’la klocki Lego Duplo połączona ze słabymi, identycznymi dla wszystkich budynków w danej okolicy teksturami z łatwością wprowadzają dezorientację. Z czasem przyzwyczaimy się do terenów i zapamiętamy trasę do kluczowych lokacji, lecz z początku czekać nas będzie kluczenie uliczkami z oczami wbitymi w minimapę. Być może właśnie w ten sposób programiści chcieli odwrócić uwagę od porażki grafików?

 

            Mała szansa, bo i wspomniani programiści trafili z systemem gry jak kulą w płot. Podoba się otwarty, wykonany z rozmachem świat gry? Możemy o tym zapomnieć grając w DA2. Zdecydowaną większość czasu gry spędzimy na ulicach, w dokach, rezydencjach i podziemiach Kirkwall. Niewiele lepiej jest z systemem walki i rozwoju postaci. Mocną stroną jest kontrastująca ze światem gry różnorodność. Każda klasa ma kilka drzewek rozwoju, każde drzewko reprezentuje nieco inny styl gry i determinuje inną rolę bohatera w drużynie. Wojownik może prowadzić towarzyszy do boju, lub samotnie szarżować od wroga do wroga, także z tarczą w ręku przyjmować na siebie najcięższe uderzenia. Podobnie mag i łotrzyk mogą spełniać, lub łączyć kilka różnych archetypów postaci. Dzięki temu nie tylko czujemy, że gramy „swoim” Hawkiem, ale i mamy chęć zagrania jeszcze raz, od nowa, z innym zestawem umiejętności. Niestety, z tym wiążą się dwa mankamenty systemu. Walka z dynamicznej szybko robi się chaotyczną. Nieważne, czy stawiamy czoła pająkom z jaskiń, czy potężnemu smokowi. Zawsze będziemy najpierw odpalać serię zdolności, potem tłuc w krzyżyk, potem znowu serię, znowu tłuc krzyżyk, czasem łykniemy napój leczący. W trakcie gry szybko zauważyłem, że nawet nie przywiązuję uwagi do tego, w kogo akurat strzelam ze swej magicznej lagi. Nieważne, byle wytrzymać aż znowu będę mógł trzasnąć piorunem. Z chęci stworzenia szybkiej, taktycznej walki wyszło tyle, że musimy przemyśleć ustawienie skrótów do zdolności i ataków specjalnych. Z chwilą jednak rozpoczęcia starcia załącza się granie automatyczne, aż do końca starcia.

 

Warto zawczasu powiedzieć, że grę przeszedłem na średnim poziomie trudności i z komentuję system z tej perspektywy. Dla szukających wyzwań gotowe są wyższe poziomy i zapewniam, że wymagają znacznie więcej, niż wspomniany średni. Wspólną cechą jest jednak podstawowa zasada, jaką rządzi się rozwój postaci. Każdą następną inwestycję punktu umiejętności musimy dokładnie przemyśleć. Uczepienie się bowiem zbyt wielu drzewek stworzy postać do wszystkiego. Tymczasem ludowe porzekadło mówi, że co jest do wszystkiego, to jest do … niczego. DA2 najwyraźniej hołduje tej zasadzie. Choć z nie lubię gier w których można bezpowrotnie zaprzepaścić godziny questów i walk przez złą inwestycję punktów, tutaj ten akurat element sprawuje się dobrze. Większość statystyk i zdolności jest dobrze opisana, a ciągły niedobór cennych punktów wymusza myślenie. Największym jednak plusem systemu jest to, że w zasadzie idąc dowolną ścieżką rozwoju możemy przejść grę, jeśli poświęcimy chwilę, na optymalizację postaci i dopasujemy resztę drużyny. Z pewnością istnieją lepsze i gorsze pomysły na rozwój postaci, każdy jednak ma w DA2 prawo bytu.

 

Na plus chciałem zaliczyć wolną rękę w prowadzeniu tak protagonisty jak i jego towarzyszy… Dopóki nie zorientowałem się, jak oczywiste powinny być te elementy w grze wRPG. Niemniej jednak warto wspomnieć o drużynie. W czasie gry Hawke, zgodnie z tradycją, zbierze wokół siebie wesołą bandę, kolorową jak grupa pokemonów. Każda klasa reprezentowana jest przez dwie postaci, każda z nich z założenia ma ustalony archetyp, ale zainwestowane w niego tylko kilka punktów. Z łatwością możemy każdego z towarzyszy dopasować do swoich preferencji. Niestety, wojowników i łotrzyków ogranicza w rozwoju predefiniowana preferowana broń. Krasnolud Varric nie rozstanie się ze swoją kuszą, a bardzo mangowy elf Fenris może dzierżyć jedynie broń dwuręczną. Nie przeszkadza to jednak i zwykle ma podłoże fabularne. Jeszcze jednym plusem jest kontrola nad drużyną. Można ręcznie przełączać się między postaciami i kontrolować je, wydawać komendy lub zdawać się na programowalne SI. Aktywna pauza to standard, ale dodatkowe opcje taktyki pozwalają na dokładne ustalenie jakich umiejętności i pod jakimi warunkami ma używać postać. Daje to szerokie pole do popisu graczom gustującym w grzebaniu w ustawieniach, choć jest tylko dobrze zrobionym dodatkiem. Gra nie wymaga zabawy taktykami.

 

Ostatnim elementem systemu są przedmioty. Tu znowu grze daleko do blasku. Dobór ekwipunku jest prosty, jak budowa cepa i nie pozostawia tak wiele opcji, jak rozwój umiejętności. Grę można przejść niemal nie ruszając ekranu poświęconego broni i zbroi, a jeśli już chcemy śrubować statystyki, niewielkie mamy pole do manewru. Liczba broni i zbroi jest niewielka. Ot, kilka zestawów pancerza, kilka dostępnych w sklepie ubrań, trochę broni tu i ówdzie. Jest z czego wybierać, ale większe to ma znaczenie kosmetyczne, niż jakiekolwiek inne. Tylko jeśli zdecydujemy się grać drużyną bez postaci z rozbudowanym leczeniem towarzyszy i skażemy się na napoje leczące warto będzie poświęcić trochę czasu, żeby dobrać jak najlepsze przedmioty. Poza niezbyt oszałamiającym wyborem broni, zbroi i akcesoriów DA2 oferuje też system robienia ciekawostek pokroju run wzmacniających ekwipunek, trucizn, napojów a nawet bomb. Wszystko na papierze wygląda świetnie... Tyle, że całą grę można bez mrugnięcia okiem przejść w ogóle nie korzystając z tej opcji. Tylko cztery przedmioty są w grze potrzebne i regularnie przydatne: napój leczący, odnawiający MP magów, odnawiający MP wojowników i niwelujący negatywne skutki śmierci. Poza te cztery nie tylko nie było potrzeby wybiegać, ale i nawet na siłę trudno byłoby inkorporować inne przedmioty do rozgrywki. Głównie dlatego, że przedmiotów składowych jest bardzo mało i każdy gracz z doświadczeniem nie będzie ich zużywał na słabsze przedmioty, bo „przydadzą się do robienia lepszych”. I tak się kiszą przez całą grę, całkiem niepotrzebnie przecież.

 

Przejdźmy jednak do tego jednego aspektu gry, który z powodzeniem ją dźwiga. Od strony fabuły i scenariusza gra jest świetna. Próby odnalezienia się emigrantów w nowym środowisku szybko ustępują dużo ważniejszemu konfliktowi. Gra nie ukrywa, że Hawke jest stworzony do wielkich czynów i stopniowo, ale nieubłaganie ciska go wraz z towarzyszami w coraz większe kabały. Co najważniejsze, system odpowiedzi oparty na bioware’owym „kole opowiedzi” znanym z serii Mass Effect spełnia swoją rolę. Możemy nadać Hawke’owi charakter i przechodząc grę czując więź tak z bohaterem, jak i z jego światem. Wspominałem już, że do ponownego przejścia gry zachęca system rozwoju postaci. Podobnie system dialogowy daje tyle wolności, jednocześnie nie odbiegając przesadnie od wytyczonego toru, że choćby z ciekawości warto zrobić drugiego Czempiona Kirkwall, który powie coś innego, stanie po innej stronie czy zbliży się do innych członków drużyny. Co więcej, część z podejmowanych wyborów, nawet tych z zadań pobocznych, owocuje z czasem na różne sposoby. Często jest to tylko inny list od uratowanej postaci, inny od skazanej na dożywotnie więzienie. Taki jednak akcent jest mile widziany, zwiększa bowiem znaczenie naszych wyborów. Wybór mamy też w kwestii postępowania z członkami drużyny. Można rozwijać ich lojalność, lub stawać z nimi do rywalizacji. Zależnie od wyborów, mogą nawet opuścić drużynę na stałe. Wreszcie, są główne wybory. Kilka krytycznych dla fabuły momentów zrealizowanych jest z rozmachem, a wybory stawiane przed nami nie są czarno-białe. To najmocniejsza strona gry – w każdym z głównych konfliktów obie strony mają rację. To my decydujemy, z którą z racji zgodzi się Hawke. Wszystko przy akompaniamencie solidnej muzyki i okraszone dobrze nagranymi liniami dialogowymi. (UWAGA: osoby, które odpycha brytyjski akcent poczują się w trakcie gry niemiło)

 

Czy Dragon Age 2 jest świetny? Nie. Czy jest słaby? Nie. Czy jest przeciętniakiem? Nie. Gra nie jest w stanie ukryć masy niedoróbek. Technologicznie jest zrobiona w pośpiechu i atmosferze pogoni za szybkim zarobkiem. Fabularnie jednak staje na wysokości zadania prezentując głęboką, wciągającą i wcale nietuzinkową fabułę. Ostatnia walka może wydać się dziwna, ale ciężko jest czepiać się czegokolwiek, jeśli mówić o scenariuszu. DA2 zdecydowanie jest słabą kontynuacją. Zdecydowanie jest ciągnięta w dół przez monotonne lokacje, niewykorzystany potencjał systemu i chaotyczną walkę. A jednak równie zdecydowanie przyciąga światem, który mimo prostoty graficznej wsysa gracza w swoje małe, warowne mury. Być może, że to właśnie minimalizm lokacji sprawia, że każdy kąt Kirkwall traktujemy jak pokoje we własnym domu. Być może, że właśnie dlatego tak łatwo jest związać się z losem Czempiona i jego wesołej kompanii, wybaczając słabe tekstury, efekty czarów i zakończenie ucięte w przysłowiowym „haku sequelowym”. Gra średnia, to taka, której zalety i wady wyrównują się. Tymczasem w DA2 już na pierwszy rzut oka toczy się zażarta walka między jej słabymi i mocnymi stronami. Wciąż interesujące zadania umilają grę, szare, nudne lokacje odstraszają od niej. Stąd też rozstrzał ocen, jakie przyznawano grze. Licząc tylko plusy i minusy, gra zasłużyłaby na 5/10. Jednak ocena to nie tylko arytmetyka. Mamy do czynienia z RPG, a tam wciągająca fabuła jest najważniejszym elementem. Scenariusz, postaci, dialogi, wszystko to jest w nowym Dragon Age świetne. Czyni grę godną uwagi i pochwały. Warto zagrać w DA2, bo jest grą, która z łatwością zaintryguje gracza. Ci jednak, którzy ze ślinotokiem po przejściu jedynki pędzą do sklepów, rozczarują się.

 

Hiryu.

info

Developer BioWare Corporation
Wydawca Electronic Arts Polska
Strona www http://dragonage.bioware.com/da2/ »
Data wydania 2011-03-11
Gatunek cRPG »
Kategoria wiekowa 18 +
Musisz się zalogować aby móc oceniać gry

ocena redakcji

6

wasza ocena

-
Kategoria Ocena
Grafika 5
Audio 6
Grywalność 6
Multiplayer

komentarze użytkowników

Brak komentarzy

dodaj komentarz

partnerzy portalu