Bayonetta to gra TPP typu Extreme Action. Głównym zadaniem, jakie stanie przed graczem będzie jak najefektowniejsze czyszczenie kolejnych przestrzeni z wszelakiej maści wrogów za pomocą szerokiego arsenału broni i umiejętności. Nad produkcją pieczę sprawuje Hideki Kamiya, figura doskonale znana choćby fanom Devil May Cry. Porównanie do najsławniejszego przedstawiciela gatunku jest zupełnie na miejscu, podobieństwa nie kończą się bowem na nazwiskach osób powiązanych z projektem. W Bayonetta uraczeni zostaniemy fabułą w mocno japońskim stylu, z charakterystycznym motywem zwalczania ognia ogniem. Główna i tytułowa bohaterka jest wiedźmą, obudzoną ze snu trwającego pół millenium by zwalczać demoniczne zastępy, bynajmniej nie z pobudek altruistycznych. Wiadomo bowiem, że naprzeciw głównej bohaterki stanie inna kobieta o podobnych zdolnościach. Stawką rywalizacji między nimi jest co najmniej tajemniczy klejnot, w grę jednak wchodzi także równie tajemnicza dziewczynka. Możemy spodziewać się pełnej historii, w której nie braknie nawet wątku romantycznego. Styl gry także jest podobny do DMC. Główna różnica rysuje się w sposobie sterowania główną bohaterką. W przeciwieństwie do wysłużonego już systemu posiadania dwu typów broni używanych rękami, tym razem w ruch idą nogi. Bayonetta bowiem poza dzierżeniem pistoletów w rękach, w każdej chwili może wystrzelić z innej pary, przyczepionej do kostek. Temu szalonemu pomysłowi developerów towarzyszy wachlarz ruchów w stylu baletowym, i całkowite nie przejmowanie się grawitacją. Już teraz wiemy, że w Bayonetta gracz znaczną część walki spędzi w powietrzu, skacząc, strzelając, uderzając i podbijając przeciwników wyżej. Poza arsenałem „konwencjonalnym” do dyspozycji oddane będą specjalne zdolności bohaterki. Z racji swojej mocy, posiada ona połączenie ze światem demonów, które na życzenie gracza przywoła z otchłani otwieranych … włosami. Cały balet walki będzie bardzo krwawy. Jeśli nawet nie zwrócimy uwagi na fontanny krwi tryskające z szeregowych przeciwników, to na pewno docenimy starania developera, by akcje kończące walki z bossami miały szansę na pojawienie się na listach najbrutalniejszych momentów gier video.
RECENZJA OPARTA O WRAŻENIA Z WERSJI DEMO
Wczoraj w PSN udostępniono demo nadchodzącej Bayonetta. Ile będzie miała do zaoferowania graczom? Czym właściwie jest ta gra? Zapraszam do krótkiej relacji.
Intro było mocno nieciekawe, zakładam jednak, że to z racji wersji demo. Krótkie i mgliste wprowadzenie, niejasny, acz oklepany wątek zakazanej miłości i skazanie protagonistki na więzienie. Wszystko w ruchomych obrazach w stylu sprzed ładnych paru lat. Niemniej jednak, kiedy rozpocząłem właściwą grę....
Panowie i Panie, oto jest to, czym powinno być Devil May Cry 4! Bayonetta była grą po której spodziewałem się mniej lub bardziej udolnej kalki znany z DMC schematów. Nie spodziewałem się jednak takich efektów. Nie ma tu miejsca na pomyłkę, jest to klon przygód Dantego. Nie jest to jednak hańbiące. Ten klon, choć niezaprzeczalnie ma rysy pierwowzoru, otrzymywał regularną dawkę sterydów. Produkt końcowy przerósł moje oczekiwania. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to bardzo rozbudowany system ataków. Bayonetta potrafi ciągnąć seria kilkunastu ataków z gracją i łatwością Dantego. Każdy jednak atak może przerwać i zamienić w ostrzelanie wrogów z broni palnej. Ponadto, wiele serii kończy się jednym z licznych magicznych wykończeń. Nie tylko mamy więc szybkie i dynamiczne serie uderzeń, w trakcie których nieraz ciężko zauważyć kiedy, jaką częścią ciała, i w jaki sposób atakujemy. Do tego dochodzą animacje włosów(?) bohaterki, które zamieniać się mogą w ogromne ręce lub nogi i miażdżyć wrogów atakiem z dowolnej strony. To jednak nie wszystko. Tak, jak Dante miał Devil Trigger, tak Bayonetta ma swoje Magic Gauge. Gdy jest on pełny można, przynajmniej w wersji demo, użyć tzw „torture attack”. Gdy trafimy takim cudem akcja dookoła ustaje na chwilę, a od nas wymaga się mashowania któregoś z przycisków geometrycznych. Dzięki temu wyciągamy z wrogów tony lokalnej waluty. Doskonałe są jednak towarzyszące temu animacje. Zamykanie przeciwników w żelaznej dziewicy, czy kopanie ich w gilotyny. Ponadto są przeciwnicy, których zabija się unikalną tylko dla nich animacją. Rozszarpani i pożarci przez „coś” przywołane przez bohaterkę, a fontannom krwi towarzyszy wesołe mashowanie kółka lub kwadratu. Bayonetta to kolejna gra, która na swoją kategorię wiekową zasługuje w pełni.
Na tym nie koniec możliwości bohaterki, uniki, spowolnienia czasu, ostrzał niczym gun-kata z filmu Equilibrium, sterowanie jest tak proste, a zarazem daje takie bogactwo możliwości, że w pierwszej chwili bezmyślnie przeglądałem listę dostępnych ataków. Mało tego, już w demie udostępniono drugi zestaw broni. Otrzymaliśmy wybór między szybkimi i słabymi pistoletami, po dwa na ręce i nogi, lub samurajskim mieczem w rękach i strzelbami na nogach. Dziwne? Owszem, ale efektowne, jak mało co innego. Zresztą, gra daje nam możliwość zabrania broni, które zostają po zabitych wrogach. Jako, że każda broń jest inna, ma sobie charakterystyczne ataki i efekty, głębia gry jest niesamowita.
Jednak system to nie wszystko. Graficznie gra stoi na bardzo wysokim poziomie. Jak już mówiłem, animacje są świetne, ale i wygląd przeciwników bardzo przypadł mi do gustu. Gra będzie oferować pełen przegląd dziewięciu chórów anielskich. W demo drogę zastąpiły nam tylko marni archaniołowie, których design jest bardzo ładny. Przypominali ptasie humanoidy z ładnymi, szczegółowymi ornamentami, ubiorem i bronią. Jeśli jednak developer tak interesująco przedstawił najniższe rangą niebiańskie sługi, wyczekuję pojawienia się na ekranie tronów, cherubinów i serafinów. Dostępna lokacja, dworzec kolejowy i ogrody miasta Vigrid jest ładny, choć nie powala niczym specjalnym. Niemniej jednak jedyna wada gry w mojej opinii to... główna bohaterka. Wygląda tragicznie i jest niczym innym, jak kolejnym zbędnym akcentem seksualnym mającym podnieść sprzedawalność gry. Kto uważa, że nieproporcjonalna, co chwila rozbierająca się w trakcie ataków, prężąca i wysyłająca całusy w powietrze kobieta byłaby dobrym pomysłem na protagonistę, ten musi zaiste być Japończykiem. Niestety, miała być kobietą-Dante, a wszyła pokraka. W dodatku jest to pokraka, którą obcesowo developer wciska nam w twarz. Choć walczy ładnie, to jej miejsce mógłby zająć Voldo z serii Soul Blade/Calibur i w moich oczach gra by tylko zyskała. Nie dość, że w wersji demo nie dowiadujemy się o bohaterce nic oprócz tego, że jest bardzo nieudolnie stylizowana charakterem na wierną kopię Dantego, to jeszcze związane z nią podteksty zapełniają nam ekran co chwila. Być może 14 letni chłopcy byliby ucieszeni, przypomnę jednak, że gra jest oznaczona jako 18+
Poza tą kontrowersją nie widzę jednak powodów, dla których w Bayonetta mielibyśmy nie grać. Wystarczy potraktować to jako DMC w którym nie warto słuchać dialogów. Doskonały system walki na pewno przykuje do konsoli wiele osób. A skoro pierwsze przejście gry na poziomie „normal” powinno wg developerów zająć ok 12 godzin, to więcej niż trzeba, by dobrze się bawić. Moc silna w tej grze jest!
Choć gra z początku wydawała mi się mocno kiczowata (wiedźma - kopia Dante’go, biegającą z pistoletami?) to z każdym krokiem, gdy się do niej zbliżałem jej obraz w mych oczach diametralnie się zmieniał. Kiedy dowiedziałem się, że odpowiedzialnym za jej powstanie jest studio PlatinumGames nabrałem ogromnego dystansu do mego sceptycyzmu, który zrodził się we mnie na samym początku. Na obecną chwilę wydaje mi się, że była to słuszna decyzja. Po tym co już poznałem mogę rzec jedno: Bayonetta zapowiada się na spory plasterek game-playowego miodu.

„Wiedźma - kopia Dante’go (…)” - wróć!
Chyba faktycznie się myliłem. Co prawda za grę odpowiedzialny jest sam ojciec serii Devil May Cry, pan Hideki Kamiya, lecz gra ma zamiar pójść inną, samoistnie obraną ścieżką. Jak zapowiadają jej twórcy: „Bayonetta ma na nowo zdefiniować gatunek chodzonych slasherów”. Ile w tym prawdy przyjdzie nam zweryfikować w późniejszym czasie. Teraz warto jednak uzbroić się w nadzieję, że twórcy „nie puszczą słów na wiatr”. Faktycznie, gra na obecną chwilę prezentuje sobą zaskakująco wysoki poziom.

Główną postacią, w którą przyjdzie nam się wcielić, jest wcześniej wspomniana wiedźma - Bayonetta. Jest ona jedną z dwóch „czarownic”, które przetrwały swoistą eksterminację swojego „gatunku”. Jak to zwykle w grach bywa nasza „heroina” w późniejszym czasie popada w amnezję. Na jej zaniku pamięci będzie się pokrótce opierał główny trzon fabularny gry. Naszym celem stanie się odnalezienie przeszłości naszej bohaterki oraz próba odpowiedzi na kłębiące się w jej głowie pytania. Tyle z „formalności”, czas jednak przejść do „mięsa głównego”. Bez dwóch zdań będzie nim sama walka. To co wyczynia ta niepozornie wyglądająca kobieta wielu facetów potrafi przyprawić o zawrót głowy. Nie tylko dzięki jej nietuzinkowym walorom. Ta niepozorna oraz piękna dama potrafi nosić przy sobie jednocześnie dwie bronie. Jedną Bayonetta będzie używać w tradycyjny sposób za pomocą rąk, zaś drugą za pomocą samych nóg (!). Wśród arsenału znajdziemy m.in.: miecz, pistolety, pejcz, wyrzutnie rakiet, a do tego wszystkiego walczyć będziemy mogli przy użyciu jej własnych włosów. Na japońskiej stronie dewelopera mamy możliwość dobrać sobie dany arsenał i zobaczyć jakie „cuda” będzie można w samej grze wyczyniać. Powiem Wam, że po tym co zobaczyłem mój optymizm o jedno oczko poszybował w górę. Wachlarz ruchów jest przeogromny, na dodatek wszystkie ciosy będzie można ze sobą bezustannie łączyć. Do tego dochodzi świetnie prezentująca się animacja postaci. Wszelkie piruety, szpagaty, skoki, kopnięcia to wszystko połączone razem, już teraz wygląda zdumiewająco. Na dodatek będziemy mieli możliwość chodzenia po ścianach i suficie. Wyobrażacie sobie jak w ten sposób może odmienić się wygląd toczonych walk? A co powiedzie na to, że strój, w który odziana jest nasza wiedźma jest tak naprawdę stworzony wyłącznie z jej własnych włosów? Podczas walki na dodatek jej przyodzianie się „rozwiewa” i wszelka golizna staje się widoczna. Dla „fetyszystów” tego typu „rozwiązań” dodam fakt, że kamera przy okazji wyprowadzania niektórych ciosów robi sugestywne zbliżenie na ciało naszej bohaterki skrupulatnie podkreślając jego„uroki”. Ech, ten „mainstream”, no i ta japońska szkoła. Chociaż osobiście w przypadku tej produkcji na to raczej nie będę narzekał.




Walkę przyjdzie nam toczyć z aniołami. Ciekawa odskocznia? Niekoniecznie, ponieważ anioły wyjętych prosto z nieba raczej nie przypominają, bardziej na myśl przychodzi mi określenie jakoby były to „przyszłe anioły ciemności”. Wielkie pazury, monstrualne skrzydła czy dość demoniczne „ptasie pyski” - tymi elementami głównie się charakteryzują. Do tego dojdą ogromnych rozmiarów bossowie, z którymi w epickich starciach przyjdzie nam się zmierzyć w późniejszej części gry. To oni będą jednymi z „odpowiedzi” na nurtujące naszą wiedźmę pytania z przeszłości. Już teraz mogę stwierdzić, że ich design ma swój klimat, a walki z nimi mogą nie należeć do najprostszych. Chociaż ma to być zależne od stopnia trudności jaki wybierzemy na samym początku gry. Jak wiemy seria DMC charakteryzowała się dość wysokim poziomem trudności, co mogło odstraszyć co niektórych graczy do zapoznania się z tą pozycją. W przypadku Bayonetty sprawa wygląda zgoła inaczej. W grze ma być dostępny do wyboru nawet poziom „bardzo łatwy” dlatego wszyscy „niedzielni” gracze spokojnie będą mogli po tę pozycję sięgać. „Hardkorowi” zaś również nie powinni się nudzić wybierając wyższe poziomy trudności, bynajmniej takiego zdania są sami twórcy.


Do tego wszystkiego przyjdzie nam się także co jakiś czas uzbrajać w nowy arsenał, umiejętności oraz m.in. będziemy mieli możliwość podwyższyć swój pasek energii (w sumie w tej kwestii to już taki gatunkowy standard). Za zdobyte po walkach aureole wszystkie wcześniej wymienione rzeczy będziemy mieli możliwość nabywać w specjalnym „sklepiku”, którego właścicielem jest pewien łysy jegomość. Ponoć ma to być jedna z ciekawszych i charakterystycznych postaci w pełnej grze. Nasz „kolega” będzie w stanie się nawet dla nas poświęcać. Jeżeli przyjdzie nam ochota na dany rodzaj broni, będziemy dysponować odpowiednią kwotą to on postara się nam go dostarczyć, nawet z samego piekła. Ponoć dosłownie... Ech, czego się nie zrobi dla kobiety okrytej wyłącznie własnymi włosami…

„Don’t you want to play with me?”
Takimi słowami ma nas przywitać Bayonetta w finalnej wersji gry. Ja na „pożegnanie" pozostawię Was z tym o to pytaniem. Czy sięgniecie po ten tytuł odpowiadając twierdząco zależy już tylko od Was. Ja osobiście z chęcią pobawię się z nadchodzącą nową bohaterką gier. Mam również cichą nadzieję, że będzie to miła zabawa. Jak się okaże faktycznie? Tego dowiemy się już nie długo... Gra na sklepowych półkach ukaże się już 8 stycznia. Do tego czasu radzę uzbroić się w cierpliwość i ze stoickim spokojem na nią poczekać. W przypadku Bayonetty to czekanie może w konsekwencji okazać się niezmiernie „opłacalne”.
