Crysis jest rzadkim przypadkiem gry, która wzbudza zazdrość w posiadaczach konsol. A raczej wzbudzała, ponieważ sequel cechującego się przede wszystkim olśniewającą grafiką FPSa, pojawi się również na konsolach. Karmieni kolejnymi wypowiedziami pracowników Crytek o zbyt „słabej” architekturze next-genów, ostatecznie dowiadujemy się, że jednak można.
Wszystko za sprawą szeregu optymalizacyjnych modyfikacji w silniku gry, który teraz zyskał „3” w nazwie. Nowa wersja CryEngine to jeszcze bardziej zaawansowane efekty graficzne i realistyczna symulacja fizyczna. Wszystko wskazuje na to, że Crysis 2 dostarczy nam najdoskonalszego środowiska, z jakim mięliśmy dotychczas do czynienia w grach wideo.
Rozgrywka raczej nie będzie odkrywcza – to tylko „kolejny” FPS. Co prawda sprawiający wrażenie bardziej dema technicznego niż gry, ale jednak. Zobaczymy, co przyniesie w tej kwestii 2010 rok, na kiedy to zaplanowana jest premiera gry.
Crysis 2 jest czymś w rodzaju mezaliansu studia Crytek z konsolami obecnej generacji. To dlatego, że twórcy najpiękniejszej gry na komputery osobiste długo nie interesowali się PlayStation 3 i Xboxem 360. W końcu jednak ich flagowy tytuł zadebiutował na konsolach stacjonarnych. Jaki jest tego efekt?
Specjalnie na potrzeby PS3 i X360 niemiecki deweloper przebudował swój stary silnik graficzny dostosowując go do możliwości konsol. CryEngine 3 - bo to o nim mowa, potrafi generować zapierające dech w piersi sceny z prawie unicestwionego przez inwazję Obcych Nowego Jorku. Ulice wypełnione są obok bilbordów i świecących neonów, płonącymi pojazdami i gruzem ze zniszczonych budynków. Wyłaniające się spod ziemi konstrukcje Obcych tworzą wielkie wyrwy i zapadliska. Niebawem na naszych oczach runą wieżowce wzbijając tumany kurzu. Wszystko to urozmaica dynamiczne oświetlenie, destruktywne środowisko i zaawansowana fizyka. Efekty te zapewnią Wam dostateczną ilość wrażeń, tym bardziej, że można zagrać w stereoskopowym 3D. W tej sytuacji wcale nie dziwi fakt, że pierwszym trofeum, które odblokujemy jest ironiczne zatytułowane: „Pójdzie na tym Crysis?”. Owszem, poszedł, ale opłacono to kilkoma uproszczeniami, m.in. często uświadczymy rozmyte tekstury, które doczytują się po jakimś czasie, zresztą ich rozdzielczość nie jest wysoka. Oczy ranią poząbkowane krawędzie i spowolnienia animacji, na przykład, gdy doprowadzimy do kilku eksplozji jednocześnie. Coś za coś…
Projektanci poziomów dokonali rzeczy niebywałej. Z dobrze znanego nam (chociażby z filmów), Nowego Jorku uczynili bardzo sugestywne pole bitwy. Garnizony wojskowe, blokady dróg, skrzynie z amunicją, ciała poległych nie pozostawiają wątpliwości – jesteśmy w środku inwazji Obcych. Trawione przez konflikt Wielkie Jabłko przemierzamy ulicami, metrem, a nawet po dachach i choć większość dystansu pokonamy na nogach, czasem zdarzy nam się zasiąść za kierownicą wojskowego Hummera lub wozu opancerzonego.
Prophet i Alcatraz
Protagonistą, którego losami przyjdzie nam pokierować jest Alcatraz - żołnierz Marines, wysłany wraz z oddziałem do Nowego Jorku z misją ewakuowania naukowca o nazwisku Gould. Niestety Marines zostali zaatakowani jeszcze nim opuścili łódź, którą dotarli do wybrzeża Manhattanu. Garstka z nich wydostała się z tonącego wraku w tym nasz podopieczny. Nie dane im jednak było uciec przed gniewem obcych – podziurawieni pociskami Obcych dokonali swojego żywota, oczywiście oprócz naszego bohatera, który został ciężko raniony, zdołał jednak przeżyć. Nim straci przytomność zobaczy postać odzianą w dziwny kombinezon, wyciągającą go z wody. Tym miłosiernym „samarytaninem” jest Prophet - bohater pierwszej odsłony gry. Zaraził się wirusem rozprzestrzeniającym się po Nowym Jorku, nie zostało mu już wiele czasu… Dlatego ubrał Alcatraza w swój nanokombinezon zlecając dokończenie misji, której sam niestety nie podołał. Od tej chwili my, jako gracz – bezpośredni uczestnik wydarzeń czujemy na ramieniu rękę scenarzysty wprowadzającego nas w tą ośmiogodzinną historię. Wysłuchujemy poleceń w słuchawce od kolejnych postaci mając poczucie, że robimy za „chłopca na posyłki”. Zdaje się, że wzorem głównego bohatera przemilczałem dotychczas pewien fakt. Otóż Alcatraz jest niemy. Nie uświadczymy z jego strony nic ponad jęk bólu. Dziwne. Wydawałoby się, że jesteśmy w XXI wieku kiedy to postaci mają choć szczyptę osobowości.
Fabuła jest spójna, wciąga jak odkurzacz, mimo że sposób jej prowadzenia nieszczególnie udany. Gracz przysysa się przez nią do pada, zupełnie jak bobas przysysa się do piersi matki. Zwroty akcji występują w ilościach hurtowych, a przerywniki filmowe są efektowne i ciekawe. Czujemy ciężar odpowiedzialności, jaki spoczywa na barkach protagonisty, możliwy do udźwignięcia tylko dzięki niebywałej technologii nanokombinezonu.

Bądź Nano
Kilkakrotnie wspomniałem, o nanokombinezonie używanym przez Alcatraza. Kluczowy element serii Crysis, który w drugiej części jest niczym drugi główny bohater gry. Wspaniały przykład potęgi ludzkiej myśli technicznej ze zwykłego żołnierza tworzy jednostkę o sile bojowej równej całej dywizji. Zaawansowana nanotechnologia w podstawowym trybie wzmacnia motorykę naszej postaci (siła, skok, bieg), tryb pancerza zwiększa jego wytrzymałość, sprawiając, że niestraszne są nam pociski wrogów, możemy też uruchomić niewidzialność umożliwiającą niepostrzeżenie zakraść się na strategiczne pozycje. Dwa ostatnie tryby czerpią energię z kombinezonu, dlatego trzeba rozważnie z nich korzystać. Akumulatory ładują się automatycznie w kilka sekund. Zabici Obcy uwalniają nanoroboty – zebrawszy odpowiednią ilość ulepszymy poszczególne funkcje kombinezonu wedle własnego uznania i preferencji. W nanokombinezonie nie zabrakło lornetki z opcją taktycznego zaznaczania ważnych obiektów i termo wizjera. Funkcje kombinezonu możemy aktywować w każdym momencie informując nas głosowo, co wybraliśmy.
Samym kombinezonem zwyciężyć nie sposób. Do naszej dyspozycji oddano kilka rodzajów pistoletów ręcznych, karabinów maszynowych, zmodyfikowaną broń obcych, granaty, C4, wyrzutnie rakiet, działka stacjonarne, strzelby i karabin snajperski. Niemal wszystkie mamy szansę zmodyfikować – dokręcić tłumik, powiększyć magazynek, zmienić celownik.

Nanomultiplayer
Nie ma kompletnej strzelanki bez rozbudowanej sekcji gry wieloosobowej. Nic więc dziwnego, że nie zabrakło go w drugim Crysisie. Dwunastu graczy walczy ze sobą w kilku trybach będących wariacją typowych dla tego gatunku gier: Deatmatch, Team Deathmatch, Capture the Flag, Assault (zdobycie lub obrona danych), Crash Site (zajęcie wyznaczonego punktu na mapie). Nim rozpoczniemy rozgrywkę wybieramy jedną z pięciu dostępnych klas lub tworzymy własną. Różnią się uzbrojeniem i opcjami nanokombinezonu. Gry z serii Call of Duty spopularyzowały system awansu, który w Crysisie 2 jest bardzo rozbudowany. Osiągając kolejne rangi, aż do 50, odblokowujemy nowe bronie, ulepszenia nanokombinezonu i awatary. Odpowiednie dobranie osprzętu diametralnie wpływa na jakość rozgrywki, dlatego dobrze jest dołączać do gier adekwatnych do naszej rangi. W innym wypadku, szczególnie na początku naszej przygody w multi, dostaniemy mocno po nanotyłku. Potyczki odbywają się na 9 mapach „wyciętych” z trybu fabularnego, niestety większość nie nadaje do gry wieloosobowej.
Rozgrywka jest szybka i dynamiczna, nie ma chwili na złapanie oddechu. Czasem za naszymi plecami zmaterializuje się korzystający z trybu niewidzialności gracz ładując nam całą serię w plecy, albo ktoś zeskoczy z dachu i wytworzy falę uderzeniową po zetknięciu z ziemią, która powali Waszych towarzyszy. Możliwości jest mnóstwo, trzeba być w ciągłym ruchu mądrze wykorzystując opcje nanokombinezonu.

Polskie dźwięki
Warstwa dźwiękowa Crysisa 2 stanowi jego kolejną mocną stronę. Okrzyki żołnierzy, przedziwne mrożące krew w żyłach odgłosy noszone ulicami miasta, audycje radiowe spikera komentującego sytuację w Nowym Jorku aż po wystrzały zasługują na uznanie. Ścieżka muzyczna gry to kolejny wielki plus. Niepokojący motyw muzyczny mający w sobie coś „pozaziemskiego” rozbrzmi jeszcze nie raz w moim domu.
Wypadałoby powiedzieć kilka słów o dubbingu. Zapoznałem się zarówno z wersją angielską jak i polską. W obu przypadkach język jest dość dosadny wykorzystując pełen ekwiwalent przekleństw. Spolszczenie jest profesjonalne. Aktorzy wczuli się w odgrywane postaci – rzadko wyłapiemy sztuczność w ich głosie.
Hossa, czy Kryzys?
Odpowiem w końcu na pytanie postawione we wstępie tej recenzji. Mimo kilku błędów technicznych, niemego bohatera, durnych adwersarzy oraz liniowej fabuły Crysis 2 debiutuje na konsolach w pięknym stylu. Gwarantuje ciekawy tryb fabularny zapewniający minimum 8 godzin rozgrywki i efektowny multiplayer, do którego ciężko się oderwać. Należy zagrać, bo to jedna z ważniejszych premier tego roku. Nie tylko za sprawą samej gry, ale również technologii za nią stojącej. /Neq