Seria Need for Speed doczekała się nowego przedstawiciela. Nowego nie tylko w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, bowiem Shift zrywa z wypracowaną przez lata otoczką underground, zajmując się prawdziwymi sportami motorowymi. Bogatsza baza licencji, obejmująca już nie tylko same auta, ale również sponsoring, tory czy zawody, w połączeniu z symulacją właściwą tuzom gatunku sprawia, że Shift może stanąć tuż obok takich tytułów, jak Race Driver: GRID czy Gran Turismo. Dodatkowo, w grze zaimplementowano dopracowane AI, upodabniające zachowania wirtualnych kierowców do tych prawdziwych – dają upust emocjom, mają własny „charakter” jazdy i popełniają błędy pod presją czasu lub konkurentów. Nowy NfS to gra, która przypadnie do gustu niemal każdemu odbiorcy, bowiem łączy w sobie właściwie wszystkie elementy cechujące porządnego racera. Dziesiątki godzin wspaniałej zabawy zapewnią rozbudowany tryb kariery oraz dopracowany multiplayer.
Nowy Need for Speed odcina się od mocno wyeksploatowanych korzeni serii, zmieniając kierunek jazdy o sto osiemdziesiąt stopni i stając się pełnoprawną symulacją wyścigów!
Po zmienionym charakterze rozgrywki w NfS: Pro Street, twórcy postanowili wrócić w kolejnym z serii tytule, Undercover, do sprawdzonej i entuzjastycznie przyjętej przez Graczy formuły znanej z NfS: Underground. Niestety, przez okres dzielący wydanie obu gier racery nie stały w miejscu, a najnowsza odsłona popularnej serii Electronic Arts okazała się porażką na całej linii. Przez pewien czas po premierze gry spekulowano nawet o możliwości uśmiercenia serii, a odpowiedzialne za stworzenie Undercover studio developerskie zostało zamknięte. Jak się jednak okazuje, EA ma inne plany – zapowiedziano już bowiem trzy kolejne gry z nazwą Need for Speed w tytule. Jak się można domyślać, ma to na celu odnalezienie nowej formuły rozgrywki, która przywróci flagowej serii wyścigówek wydawcy dawną świetność.
Jedną z tych produkcji jest Need for Speed: Shift. Głównym celem twórców jest przejście od arcadowego modelu jazdy do bliższej rzeczywistości symulacji. Tak, nie przewidziałeś się – gra całkowicie odcina się od swoich freeroamingowych, okraszonych ucieczkami przed policją i licznymi efektami specjalnymi korzeni, przenosząc nas w zupełnie inne rejony.
Przełóż bieg!
Tak kolosalna zmiana pociąga za sobą potrzebę opracowania praktycznie od podstaw całego modelu jazdy – arcade, a symulacja to zupełnie dwie różne bajki. Oczywiście zdają sobie z tego sprawę twórcy, którzy, można by rzec, przygotowali dla nas kilka „nadprogramowych” niespodzianek. Ale po kolei.
Tym, co ma odróżniać Shifta od masy innych wyścigówek, jest niesamowita kamera z wnętrza pojazdu. Niby obraz świetnie odwzorowanego kokpitu, na którym obserwujemy żywą grę świateł czy unoszące się wskaźniki prędkości i obrotów, ruchy rąk kierowcy a nawet lusterka (główne i prawe), to rzeczy, które, mimo niepomijalnych walorów, widzieliśmy już w kilku wyścigówkach, w związku z czym nie są one jakimś unikalnym „featurem” nowego NfS'a, o tyle już występująca tu kamera z oczu kierowcy to całkowita nowość w wyścigach w ogóle. Już tłumaczę na czym to polega. Nie wiem czy zwróciliście na to uwagę, ale w każdej wyścigówce oferującej widok z wnętrza auta kamera jest statyczna – umieszczona na stałe, najczęściej na poziomie oczu kierowcy, i tak pozostaje przez cały czas. W rzeczywistości oczywiście tak nie jest: jadąc z odpowiednio dużą szybkością, obraz staje się nieostry, wchodząc w zakręt jesteśmy przechylani na bok, a zaliczenie co większej dziury w drodze to gwałtowny spadek i natychmiastowe podbicie z siedzenia itd. Wszystkie te efekty wiążą się ze zmianą naszego punktu widzenia. Konkluzja nie sprawiłaby trudności nawet przedszkolakowi – aby zwiększyć realizm doznań płynących z gry, należy sprawić, by kamera, która w wirtualnej rzeczywistości jest naszym punktem widzenia, odpowiednio reagowała na to, co dzieje się na drodze. Eureka! I właśnie to zrobili twórcy NfS: Shift - „żywa” kamera z oczu bohatera zapewnia niesamowitych doznań, szczególnie kiedy mówimy o wypadku; wpadnięcie w poślizg i zaliczenie dzwona na barierach, obrót wokół własnej osi czy nawet głupia stłuczka sprawią, że jeśli nie podskoczysz na krześle, to przynajmniej odruchowo zamkniesz na chwilę oczy. Mała rewolucja w sposobie przedstawiania wirtualnych zmagań za kółkiem? Na to wygląda!

Modelowi jazdy w zapowiadanej odsłonie Need for Speed bliżej do tego znanego z Gran Turismo niż Undercover, czy nawet Pro Street. Pomimo możliwości manipulowania opcjami uwiarygadniającymi jazdę, jak poziom kontroli trakcji czy przyczepność, definitywnie należy zapomnieć o braku konieczności korzystania z hamulców. Na to, jak na torze będzie zachowywać się auto, wpływ mają takie niuanse jak uszkodzona karoseria, która zwiększy opór stawiany furce przez powietrze. Przykład ten dobitnie pokazuje, jak mocno twórcy wzięli sobie do serca realizm wirtualnej jazdy.

Tym, o co chodzi przede wszystkim w wyścigach, zarówno tych prawdziwych, jak i wirtualnych, jest konkurencja pomiędzy kierowcami. Mimo coraz większego postępu w kwestii implementowanych algorytmów sztucznej inteligencji, niejednokrotnie potrafi ona zawieść i zepsuć cała zabawę – bądź to poprzez totalne lamerstwo, bądź nadludzkie umiejętności (przyspieszenie do setki w ułamek sekundy) wirtualnych kierowców. Na szczęście istnieją wszelkie podstawy do braku obaw o ten element zabawy w Shifcie. Opracowano dwanaście modeli jazdy, posiadających swoje wady, jak i zalety, ale znacząco różniących się między sobą. Tak więc niektórzy z wirtualnych przeciwników będą preferować jazdę agresywną, przepychając się pomiędzy oponentami i nierzadko kończąc jazdę spektakularnym wypadkiem, podczas gdy inni będą ostrożni, wypatrując okazji do wysunięcia się na czoło wyścigu dzięki umiejętnemu wykorzystaniu sytuacji na torze. Dokładnie tak – wirtualni rajdowcy będą dostosowywać się do tego, co dzieje się w danej chwili podczas wyścigu, włączając w to zachowania innych kierowców, w tym nas samych! Jeśli nie będziemy przestrzegać zasad kulturalnej jazdy, spychając konkurentów z toru czy obijając ich wozy, możemy liczyć na taki sam rewanż z ich strony. Jak to mówią – nic nie dzieje się bez przyczyny.
Gdyby sterowani przez komputer oponenci mimo wszystko okazali się zbyt mało wymagający, będzie można zmierzyć się z żywymi Graczami w wyścigu online (do 16 osób). Potwierdzono również (niestety) brak split-screena, więc o grze na jednym telewizorze z kumplem w fotelu obok raczej należy zapomnieć.
Tylko popatrz...
Pierwsze screeny i zwiastun gry pokazują, jak dobrze wygląda ona już teraz, na etapie produkcji. Ostre, wysokorozdzielczościowe tekstury, modele aut doskonale odwzorowujące rzeczywiste, licencjonowane wozy, dopracowane kokpity i potężne efekty graficzne, które dają nam prawdziwe poczucie pędu – jest świetnie!
Do tego dochodzi opracowywany od podstaw system zniszczeń, dyskwalifikujący ten znany z NfS: Pro Street, który i tak był istną rewolucją, dbając o takie smaczki jak chociażby odwzorowanie zniszczeń dla różnego rodzaju materiałów (od zwykłej blachy, przez szkło, aż po tworzywa sztuczne). Skoro Shift ma pod tym względem stać na jeszcze wyższym poziomie... Cóż, chcę to zobaczyć w akcji!
Pomimo wszystkich zmian, pozycja ma nie tracić ducha NfSów. Przyczyni się do tego, rozpowszechniony właśnie dzięki tej serii, rozbudowany system tuningu wozów – zarówno od strony wizualnej, jak i technicznej. Całkowitą nowością ma jednak być tuning wnętrz aut, co zapewne zostało w pewnym stopniu wymuszone skupieniem gry na ukazaniu wyścigu oczami kierowcy, zza kokpitu. Dla tych, którzy nie lubią bawić się w tuningowanie wozów przygotowano opcję automatycznego „rozwoju” furek, według jednego ze zdefiniowanych schematów. Wygląda więc na to, że zadowoleni będą jedni, jak i drudzy.
Zielone światło
Powiedzmy to otwarcie – na rynku nie brakuje racerów. Brakuje jedynie tych dobrych. Need for Speed: Shift, zmieniając formułę z wyświechtanej, freeroamingowej przejażdżki po mieście, z wyjącymi policyjnymi syrenami w tle i 300mph na liczniku, ma szansę zapewnić serii powrót do szczytowej formy, lecz w nieco innej konwencji. Dobra symulacja jazdy plus licencjonowane furki – takie połączenie zawsze spotka się z dobrym przyjęciem wśród miłośników wyścigów. O grę możemy być spokojni tym bardziej, że za jej produkcją stoi Slightly Mad Studios, twórcy GT Legends czy GTR2, a nad całością pieczę sprawuje Patrick Soderloud, wiceprezes EA Games. Po tak doborowej obsadzie stwierdzić można tylko jedno – EA traktuje sprawę naprawdę poważnie.