Konsole, których przewaga nad komputerami osobistymi na rynku elektronicznej rozgrywki jest coraz większa, zyskują w swojej bibliotece tytułów gry z gatunków, które dotychczas były domeną PeCetów. Nie inaczej jest w przypadku strategii; pojawia się coraz więcej produkcji tego typu, a developerzy eksperymentują, szukając złotego środka, który zapewni bezbolesną konwersję pomiędzy tak odmiennymi platformami. Swoją kandydaturę zgłasza również Ubisoft z grą Tom Clancy's: End War.
Świat podzielony pomiędzy trzy supermocarstwa
Wkraczający w drugie dziesięciolecie XXI wieku świat jest miejscem zupełnie innym niż to, które znamy obecnie. Ogólnoświatowe załamanie rynku paliw energetycznych, spowodowane atakami atomowymi na Arabię Saudyjską, doprowadza do nowego podziału sił. Bogata w zasoby ropy i innych paliw Rosja przeżywa prawdziwy rozkwit gospodarczy, osiągając monopolu na rynku. Pozycja gospodarczego lidera idzie w parze z gwałtownym rozwojem potencjału militarnego państwa dążącego do zbudowania wojska tak licznego i potężnego, jakim dysponowało w czasach Zimnej Wojny. Na kontynencie europejskim dawna Unia przeistacza się w prawdziwą federację państw członkowskich, tworząc jedno supermocarstwo mogące poszczycić się najwyższą stopą życia obywateli i wysokim poziomem rozwoju technologicznego. Stany Zjednoczone zaś starają się całkowicie zawładnąć przestrzenią kosmiczną, tworząc i wypełniając projekt „Gwiazda Wolności”.
Zalążek światowego konfliktu
Satelitarna tarcza przeciwko rakietom balistycznym, zbudowana we współpracy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Federacją Europejską, wyprowadza ze stanu równowagi rozkład sił pomiędzy światowymi mocarstwami. Rosja, nieco odsunięta od polityczno-militarnych sterów, rozpoczyna tajny projekt mający na celu wywołanie wojny pomiędzy dwoma supermocarstwami. Do życia zostaje powołana „Zapomniana Armia”, grupa terrorystyczna rozpoczynająca działania bojowe na całym świecie. Kiedy pod taką przykrywką rosyjskim wojskom udaje się wprowadzić do systemu satelitarnej tarczy wirusa mającego za zadanie przeprogramowanie algorytmów działania tarczy, światowy konflikt wisi już na włosku. Wystrzelony w przestrzeń kosmiczną amerykański prom zostaje zniszczony przez tarczę satelitarną, a winą za cały incydent zostaje obarczona strona europejska. Wybucha wojna, a pozostająca dotychczas za osłoną dymną Rosja rozpoczyna działania wojskowe skierowane przeciwko obu mocarstwom.
Tak oto rozpoczyna się III Wojna Światowa – wojna ostateczna.
Świat, który nie jest Ci obcy
Historia przedstawiona w grze nie jest kolejną oderwaną od rzeczywistości opowiastką o walce z kosmitami czy międzygalaktycznych podróżach. Konflikt jest niezwykle wiarygodny, a miejscem toczących się wydarzeń pozostaje mapa świata z prawdziwymi miastami. Starcie trzech potężnych supermocarstw nadaje całości iście epickiego wymiaru.
Również sposób narracji w grze buduje klimat; w przerwie od walki obejrzymy fragmenty telewizyjnych wiadomości, wystąpień polityków czy masowych demonstracji na rzecz pokoju, a przed bitwą zapoznamy się z profesjonalnym raportem sytuacyjnym i wysłuchamy patetycznej mowy naszego przełożonego.
Wojnę ostateczną czas zacząć...
Kampania pozwala nam na wybór jednej ze stron konfliktu, a także batalionu, którym będziemy dowodzić, po czym przenosi na mapę świata. Ta skonstruowana jest na wzór gry planszowej – kluczowe miejsca oznaczone są jako sześciany, których kolor wskazuje na przynależność do danego państwa. Każda z frakcji zaczyna grę posiadając dwanaście miast, w tym po jednej stolicy. Warunkiem zwycięstwa jest kontrolowanie wszystkich trzech stolic (Waszyngton, Moskwa, Paryż) bądź dwudziestu ośmiu miast.
Rozgrywka ma charakter turowy. Z każdą kolejną turą, w zależności od tego, jaki obrót przybiorą sprawy na froncie, mamy możliwość wybrania jednego z kilku proponowanych obszarów działań. Jako dowódca batalionu, podczas jednej tury możemy poprowadzić go tylko na jedną akcję; pozostałe są przejmowane przez oddziały kontrolowane przez CPU.
Możemy spotkać się z czterema rodzajami działań militarnych: podbój, szturm, sabotaż oraz oblężenie.
Pierwszy z nich polega na zajęciu i utrzymaniu przez określony czas ponad połowy stacji przekaźnikowych na danym obszarze. Są to kluczowe dla rozgrywki miejsca, punkty dowodzenia zapewniające kontrolę satelitarnej tarczy antyrakietowej, oferujące możliwość skorzystania z zewnętrznego wsparcia.
Szturm to nic innego, jak całkowite unicestwienie wroga na polu bitwy, sabotaż z kolei polega na zniszczeniu (bądź obronieniu, zależnie od tego, czy jesteś atakującym, czy obrońcą) kluczowych dla przeciwnika celów w określonym limicie czasu.
Oblężenie jest najbardziej wymagającym z zadań. Celem atakującego jest zajęcie kluczowej stacji przekaźnikowej i utrzymanie jej do upływu czasu, obrońca zaś musi wyeliminować wszystkie wrogie jednostki, przy czym przez jakiś czas nie może wzywać żadnych posiłków.
Jeżeli myślisz, że cztery rodzaje misji na froncie wojennym to zbyt mało, żeby zapewnić ciekawą rozgrywkę, pozwól, że wyprowadzę Cię z błędu – tryby gry są świetnie zbalansowane, a każda walka zgoła inna.
Po każdej udanej misji zostajemy ocenieni z tego, jak wykonaliśmy powierzone nam zadanie, i, w zależności od wysokości oceny (pomiędzy A a E), zostaje nam przyznana określona ilość gotówki, którą możemy przeznaczyć m.in. na ulepszanie podlegających pod nasze dowództwo jednostek.
EndWar, jak na nowoczesną strategię przystało, skupia się na polu bitwy, zaniedbując cały ekonomiczno-gospodarczy wymiar gry znany z klasycznych strategii. Krótko mówiąc, otrzymujemy to, co tygryski lubią najbardziej.
Oczywiście nie oznacza to spłycenia rozgrywki – co to, to nie. Wszystko dzięki kilku prostym zasadom określonym przez twórców.
Jednostki
Ilość dostępnych w grze rodzajów jednostek ograniczono do siedmiu.
Strzelcy to stanowiąca trzon każdej armii piechota, wykorzystująca do osłony teren, zarówno pod postacią naturalnych osłon (głazy, drzewa), jak i budynków, z wnętrza których mogą prowadzić ostrzał. Ciężkozbrojną odmianą piechoty są saperzy, którzy dzięki wyrzutniom rakiet są w stanie walczyć z opancerzonymi pojazdami i helikopterami, ale również niszczyć budowle.
Transportery, zwane inaczej Bojowymi Jednostkami Piechoty (BWP), to szybkie, opancerzone pojazdy mogące transportować piechotę, jak i walczyć z lekko opancerzonymi jednostkami. Czołgi, ciężko opancerzone i posiadające znaczną siłę ognia, doskonale nadają się do niszczenia budynków i walki z innymi sobie podobnymi jednostkami. Artyleria to dysponujący niewyobrażalną siłą ognia na średnie i dalekie dystanse oddział, co okupione jest jego niską mobilnością i bliską zeru skutecznością w walce w zwarciu. Pojazd dowodzenia z kolei to polowe centrum dowodzenia, informujące o stanie pola bitwy w czasie rzeczywistym.
Śmigłowce są przeznaczone do niszczenia celów naziemnych, do walki w powietrzu wykorzystując rakiety typu powietrze-powietrze.
Jasne reguły gry
Zbyt zawężony wybór wśród jednostek? Nic bardziej mylnego! W przypadku mechaniki rozgrywki, z którą mamy do czynienia w EndWar, liczba ta jest w zupełności wystarczająca. Wszystko dzięki jasno określonej interakcji bojowej zachodzącej pomiędzy poszczególnymi oddziałami: transportery, dzięki dużej mobilności i szybkostrzelnym działkom, bez problemu niszczą śmigłowce, które z kolei nie mają problemu z pokonaniem powolnych czołgów o mało precyzyjnych strzałach, a te znów z łatwością rozbijają oddziały transporterów, przebijając potężnymi pociskami cienkie opancerzenie – i w ten oto sposób koło się zamyka.
Jeśli chodzi o piechotę, jest bez szans w starciu z pojazdami na otwartym polu walki, w ukryciu jej skuteczność, szczególnie w przypadku saperów, znacząco wzrasta, a otrzymywane obrażenia maleją. Poza tym tylko piechota jest w stanie przechwytywać stacje przekaźnikowe.
Artyleria, najprościej rzecz ujmując, jest zabójczo skuteczna w walce z oddalonymi celami, pozostawiona jednak bez odpowiedniej ochrony nie poradzi sobie w bezpośredniej walce z jakimkolwiek oddziałem. To samo tyczy się pojazdów dowodzenia.
Ponadto, po każdej zwycięskiej bitwie biorące w niej aktywny udział jednostki awansują na kolejne stopnie doświadczenia. Jest ich łącznie sześć, a z każdym kolejnym, prócz większej skuteczności i wytrzymałości w walce, udostępniane są coraz skuteczniejsze ulepszenia bojowe.
Dla kogoś, kto nie miał okazji osobiście wypróbować EndWar'a, powyższe stwierdzenia mogą brzmieć nie jak atuty gry, a wręcz jej ograniczenia. Jak się jednak okazuje, takie podejście do rozgrywki zapewnia ogromne możliwości taktyczne na polu walki. Odpowiednie dowodzenie posiadanymi przez nas jednostkami właściwie przesądza o zwycięstwie lub porażce, dlatego warto dobrze przyswoić sobie reguły gry.
Weź dowództwo w swoje ręce!
Bitwę rozpoczynamy najczęściej posiadając pod komendą jedynie kilka oddziałów. Aby zapewnić sobie przewagę w walce musimy jak najszybciej zgromadzić odpowiednią ilość tzw. punktów dowodzenia, dzięki którym będziemy mogli wystawić dodatkowe jednostki lub skorzystać z innego rodzaju wsparcia zewnętrznego. Punkty te gromadzimy z każdym przetrwanym starciem, jak i dzięki zabezpieczeniu stacji przekaźnikowych. Racjonalne wykorzystanie bitewnej waluty jest bardzo ważne dla powodzenia w walce.
Jak wcześniej wspomniałem, stacje przekaźnikowe to nie tylko źródło cennych punktów dowodzenia, ale również bazy umożliwiające wezwanie pomocy z zewnątrz. Możliwość taką otrzymujemy poprzez ulepszenia stacji, czym również zajmuje się piechota.
Zależnie od stopnia modernizacji, możemy skorzystać z nalotu, rozpoznania bojem czy wreszcie wojny elektronicznej. Pierwsze z nich to szybki, lecz destrukcyjny atak bombowców, drugie pomoc regularnej armii, która będzie szturmować bądź bronić danego celu, ostatnie zaś to tzw. EMP, czyli czasowe uszkodzenie wszelkich elektronicznych urządzeń na określonym obszarze.
Ostatnim, najskuteczniejszym, lecz zarazem obwarowanym licznymi zastrzeżeniami, narzędziem walki jest tzw. status DEFCON. Kiedy szala zwycięstwa jest wyraźnie po stronie jednego z walczących, może on skorzystać z broni masowego rażenia lub wyłączyć wybraną stację przekaźnikową będącą w posiadaniu oponenta. Te potężne ataki mogą w jednej chwili zmienić sytuację na polu walki, dlatego strzeż się ich i używaj roztropnie.
Voice Command czyli rewolucja, ale nie po polsku
Voice Command, system sterowania głosem zastosowany w grze EndWar, to odważny eksperyment ze strony developera. Nie dość, że wydając komendy przez headset możemy poczuć się jak prawdziwy dowódca na polu bitwy, to dodatkowo robimy to niezwykle szybko i sprawnie, bo aby wydawać rozkazy określonej jednostce, nawet nie musimy w danej chwili jej widzieć na ekranie.
Każda komenda głosowa składa się z trzech słów-kluczy: KTO, CO i GDZIE. Dla przykładu, jeśli chcemy aby oddział piechoty, będący jednostką pierwszą, przemieścił się do stacji przekaźnikowej oznaczonej jako Foxtrot, przytrzymujemy R2 i mówimy - „Jednostka jeden, kierunek Foxtrot” - po czym zwalniamy przycisk. Proste, logiczne i efektywne – i właśnie o to chodzi!
I o ile w anglojęzycznej wersji gry rzeczywiście możemy przejść ją od początku do końca bez użycia pada, o tyle w rodzimej wersji językowej jest to po prostu niemożliwe. Gra ma bardzo duże problemy w zrozumieniu polskiej mowy, najczęściej przekręcając wydawane przez nas polecenia, a czasami w ogóle ich nie wykrywając (sic!). Sama kalibracja mikrofonu trwa około dwudziestu minut, a jeśli uda Ci się ją przejść bezboleśnie – daj znać na redakcyjnego maila, złożę osobiste gratulacje.
Owszem, jest to fajna zabawka, jednak zupełnie nieprzydatna, a nawet przeszkadzająca w rozgrywce! Wyobraź sobie następującą sytuację: jesteś w sytuacji podbramkowej – Twoje jednostki są mocno zniszczone, nie posiadasz również żadnych odwodów – jedyną szansą na odwrócenie losów bitwy jest użycie broni masowego rażenia na jednej ze stacji przekaźnikowych wroga, gdzie zgromadzone są jego oddziały. Wydajesz więc komendę głosową, BMR Sierra, co system odczytuje jako BMR Bravo – a składa się tak, że to właśnie w punkcie Bravo zgromadzone są Twoje jednostki. Efekt jest do przewidzenia: spowite grzybem atomowym własne oddziały na pewno nie wywołają na twarzy uśmiechu zadowolenia... Dziękuję, ale ja wolę „wypykać” to na padzie.
Oczywiście część polskich komend głosowych gra rozpoznaje bez problemu, jednak o wiele pewniej jest korzystać z pada, tym bardziej, że można sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Konkluzja? Jeżeli posiadasz headset, zdecydowanie lepiej zaopatrzyć się w anglojęzyczną wersję EndWar'a – zaoszczędzisz sobie masę nerwów. Natomiast jeżeli takowego nie posiadasz i nie zamierzasz korzystać z funkcji sterowania głosem w grze, z czystym sumieniem mogę polecić wersję polską. Tym bardziej, że nie jest to lokalizacja kinowa (z napisami), a pełna polska wersja językowa z nagranymi na nowo dialogami, i to przy całkiem udanym voice actingu.
Widok pola bitwy
Kiedy dowiedziałem się, że EndWar działa na silniku Unreal Engine III nie wiedziałem jak na ten fakt zareagować. Z jednej strony jest to bardzo popularny wśród deweloperów engine, z drugiej zaprojektowany raczej z myślą o strzelankach, niż jakimkolwiek innym gatunku gier. A jak sprawuje się w strategii czasu rzeczywistego? Powiem krótko i rzeczowo – świetnie!
Wymodelowane z dbałością o każdy szczegół jednostki często zobaczymy z bliższej perspektywy. Wsiadający do BWP lub włamujący się do punktu przekaźnikowego piechurzy czy opuszczające powietrzny transportowiec ciężkie jednostki – profesjonalnie wyreżyserowane animacje nie są tu rzadkością.
Również otoczenie wykonane jest wręcz kapitalnie: pokryte gęstym listowiem, uginane przez podmuchy wiatru samotne drzewa na wzgórzu, pełne lejów wymarłe pustkowia czy w końcu zabudowane miasta z poniewierającymi się gdzieniegdzie samochodami. Co lepsze – wszystko to możesz obrócić w gruzy! Środowisko gry jest w dużym stopniu zniszczalne i nigdy nie opuścisz pola bitwy w stanie, w jakim je zastałeś – to pewne! Oddziały takie jak transportery czy czołgi niewiele robią sobie z naziemnych przeszkód w postaci słupów, a nawet pomniejszych murów, torując sobie drogę prosto przez nie, nie wspominając już o tym, co z budowli zostaje po ataku artyleryjskim...

Na szczególną uwagę zasługują niesamowite efekty graficzne, w postaci znaczących tor lotu rakiet smug dymu, wszelkiego rodzaju wybuchów, zapadających się w kłębach pyłu budynków, czy w końcu potężnego ataku bronią masowego rażenia. Wybuch bomby atomowej zamienia na chwilę obraz w telewizorze w rażącą jasnością plamę, a przywracaniu normalnego widoku towarzyszy mocny blur.
Niestety, wszystkie te graficzne fajerwerki, które tak cieszą nasze oczy, w znaczącym stopniu obciążają konsolę, co przy większej zadymie na ekranie może objawić się chrupnięciami animacji. Zdarzają się one jednak stosunkowo rzadko, kiedy na polu bitwy jest naprawdę gorąco, a gra nieraz zachwyci Cię płynnością w przełączaniu się pomiędzy jednostkami.
Poza tym EndWar'a trapią jeszcze dwa mankamenty: pierwszym z nich jest widoczne dla oka wprawnego Gracza filtrowanie obrazu (tak, tak... nas nie oszukacie!), drugim – widoczne dorysowywanie otoczenia, szczególnie w przypadku bogatszych w konstrukcji map (np. miasta, ze wskazaniem na stolice).
Huk dział
Nie bez powodu akapit ten nosi taki, a nie inny tytuł. W końcu bowiem twórcy wzięli sobie do serca sprawę udźwiękowienia gry i, prócz ciekawych tematów muzycznych, usłyszymy realistycznie brzmiące oddziały. Syk odpalonych rakiet, coraz to cichszy, aby w końcu rozerwać powietrze hukiem eksplozji, przesuwające się z charakterystycznym dźwiękiem w lufach artylerii pociski, wrzask ginących ludzi, potężne wystrzały z luf czołgów... To wszystko i jeszcze więcej, co dane Ci będzie usłyszeć w grze, brzmi naprawdę przekonująco, tym bardziej kiedy pojedyncze dźwięki połączą się w symfonię bitwy... EndWar powinien być w tej materii wzorem, z którego czerpią inni deweloperzy!
Pozostałe tryby gry
Od dzisiejszych gier wręcz wymaga się implementacji trybu gry wieloosobowej, czy to za pośrednictwem sieci, czy, które to zjawisko ostatnio przeżywa swój „renesans” za sprawą takich produkcji jak Resident Evil 5, co-opa/split-screena z kolegą siedzącym z padem w ręku tuż obok. Takie czasy.
W przypadku większości gier strategicznych multiplayer oznacza grę w trybie potyczki, z tym, że zamiast SI, mierzymy się z żywymi Graczami. Oczywiście rozwiązania tego nie zabrakło również w EndWar'ze, ale deweloper sięgną po rozum do głowy i prócz wspomnianej potyczki, czy to z przeciwnikiem komputerowym, czy żywym, otrzymujemy tryb noszący nazwę „Teatr Wojny”. Jest to nic innego, jak przeniesiona w realia onlineowe kampania, w której Gracze z całego świata, służąc swoim supermocarstwom jako dowódca jednego z batalionów, piszą wspólnie historię pogrążonego w odmętach Wojny Ostatecznej świata. Nieustanna konkurencja pomiędzy państwami i walka ramię w ramię z żywymi towarzyszami potrafi wciągnąć na długie godziny. Kiedy raz spróbujesz multiplayerowej kampanii, nie wrócisz już do tej zwykłej – to właśnie ona stanowi esencję całej gry: Twój plan przeciwko planowi wroga i nieustanna adaptacja do zmieniających się warunków bitwy. Prawdziwi stratedzy będą usatysfakcjonowani.
Jedynym mankamentem gry wieloosobowej są problemy ze znalezieniem współgraczy. EndWar swoją światową premierę miał na początku listopada zeszłego roku, u nas wystartował dopiero w marcu roku bieżącego, stąd różnie to z obecnością Graczy w sieci bywa. Dobrym wyjściem wydaje się namówienie kilku znajomych do kupna gry i wspólne szarpanie, tym bardziej, że oferuje ona sprawnie działający system zaproszeń.
Trofea
Nie mogło zabraknąć również paru słów o udostępnianych przez grę trofeach. Muszę przyznać, że są one wymagające; nawet „brązy” wymagają od nas nie lada wyczynów, jak np. rozegranie bitwy jedynie przy użyciu piechoty czy zdobycie stolicy wroga w przeciągu trwania jedynie trzech tur, nie wspominając już o „srebrach”, „złotach” czy „platynach”. Dostępne w grze trofea możemy podzielić na te, które wymagają od nas nie lada umiejętności, na takie, którym trzeba poświęcić sporą ilość czasu (np. rozegrać trzydzieści bitew w trybie potyczki) i te, które dotyczą rozgrywek multiplayer. Uogólniając: skill i dużo wolnego czasu. Maniakom szybkiego „nabijania platynek” zdecydowanie odradzam.
Zwycięstwo!
EndWar przywrócił mi wiarę w konsolowe strategie, i gatunek ten w ogóle. Porywająca fabuła, uatrakcyjniające rozgrywkę patenty (vide Voice Command), sugestywne ukazanie pola bitwy i niekończące się możliwości taktyczne, sprawiają, że najnowszy tytuł sygnowany nazwiskiem Tom'a Clancy'ego może stanąć w szeregu najlepszych RTSów wszech czasów (a już na pewno na podium wśród gier tego typu na konsole siódmej generacji!). Pozycja ta przypadnie do gustu nie tylko fanom gatunku i wysmakowanym taktykom, ale każdemu ceniącemu sobie dobrą zabawę Graczowi. Serdecznie polecam!