Grand Theft Auto IV to pierwszy prawdziwy następca trzeciej części serii. Czy nowe dziecko chłopaków z Rockstar ponownie namiesza w świecie gier wideo?
Rys historyczny serii
Serię Grand Theft Auto znają chyba wszyscy Gracze. Zaczynała ona swoją karierę, podobnie jak wiele innych konsolowych tytułów, na komputerach klasy PC, gdzie w roku 1997 zadebiutowało pierwsze GTA. Tytuł ten był na tyle popularny, iż twórcy (Rockstar Games) mogli pozwolić sobie na wydanie kontynuacji. Jednak dopiero odsłona serii zatytułowana Grand Theft Auto III (2001) pojawiła się po raz pierwszy na konsolach, które w tym okresie, na terenach Dalekiej Azji, Ameryki oraz Europy Zachodniej, traktowane już były jako jedyny słuszny sposób grania i dawno zepchnęły komputery osobiste do roli maszyn służących do pracy. I wcale nie dziwi fakt, iż dopiero to wydanie gry przyniosło serii tak wielką popularność i rzesze zwolenników, iż stała się ona jednym z symboli elektronicznej rozrywki. I wtedy się zaczęło – rozpoczęła się era Grand Theft Auto.
Wielki boom, jaki nastąpił po wydaniu gry z trójką w tytule sprawił, iż seria znalazła miejsce na prawie wszystkich platformach przeznaczonych do grania: od będących jej kolebką komputerów klasy PC, poprzez konsole przenośne aż do konsol stacjonarnych, którym to w głównej mierze zawdzięcza swój niebywały sukces. Tak wielka liczba platform zaowocowała oczywiście wieloma grami sygnowanymi logiem serii i, choć każda z nich zawsze otrzymywała najwyższe możliwe noty w recenzjach oraz mogła poszczycić się doskonałymi wynikami finansowymi, prawdziwej kontynuacji, która znów przeniosłaby nas na sławne ulice Liberty City i zerwała z ciągnącą się w nazwie od lat trójką, nie było. Aż do teraz.
Ze wschodu do Ameryki
Do brzegów Liberty City dobija wielki statek transportowy ze Wschodniej Europy. Oprócz licznych towarów, znajduje się tam również grupka imigrantów. Jednym z nich jest Niko Bellic, który postanowił uciec z wyniszczonej wojną Serbii i rozpocząć nowe życie tu, w mieście pomyślności, u boku swego kuzyna, Romana.
Jak szybko się okazuje, wizje przedstawiane przez tego drugiego w listach nie pokrywają się z tym, co Niko zastaje na miejscu. Gdzie te szybkie samochody i piękne kobiety (i odwrotnie), gdzie luksus, bogactwo i pieniądze? Zamiast tego niewielka firma taksówkarska, konflikt z „czarnymi typami”, kłopoty finansowe... Mimo wszystko postanawia pomóc kuzynowi, w międzyczasie wplątując się w mafijne struktury i zwracając na siebie oczy ważnych graczy w Liberty City. Dodatkowo Niko zaczynają gnębić cienie przeszłości, ludzie i zdarzenia, od których zamierzał uciec porzucając Serbię...
Bohater pierwszoplanowy
Nie, nie napiszę w tym akapicie o postaci Niko, choć to właśnie jego losy śledzimy od początku do samego końca gry. Zaryzykuję inne stwierdzenie: głównym bohaterem GTA IV jest... Liberty City. Zdziwieni?

Jak każde wielkie miasto, również to żyje swoim własnym życiem. Od wschodu aż po zachód słońca, składają się nań dziesiątki, a może nawet setki, niezależnych bądź powiązanych ze sobą pomniejszych wydarzeń, sprawiające, że Liberty City wręcz tętni życiem. I to się czuje. Kiedy? Ot, na przykład kiedy obserwujemy spacerujących po parku zakochanych. Albo kiedy wchodzimy do restauracji fast-food, czekamy w kolejce do kasjera i rozglądamy się za wolnym stolikiem pośród tych pozajmowanych już przez innych ludzi. Albo kiedy widzimy człowieka uprawiającego jogging czy grupkę ćwiczących w parku ludzi. Albo kiedy obserwujemy scenkę kradzieży i ucieczkę pechowego złodzieja przed policjantem. Albo kiedy udajemy się do klubu i widzimy korzystających z rozrywek klientów. Przykłady można by mnożyć, a wymienić wszystkie – jest prawie że niemożliwym. Liberty City po prostu żyje. A co najlepsze, Ty, jako gracz, również masz możliwość uczestniczenia w tym życiu. Po prostu zanurz się w tym wirtualnym mieście, stanowiącym zadziwiająco doskonałą iluzję prawdziwego, wielkiego miasta.

Poprawki, poprawki, poprawki
Pod względem rozgrywki GTA IV oferuje nam znane z poprzednich odsłon serii, sprawdzone mechanizmy oraz całkiem pokaźną liczbę nowości i poprawek. Tradycyjnie: otrzymujemy free-roamingowy świat (istnieją podziały na dzielnice, jednakże te zanikają wraz z postępem gry) oraz pchające scenariusz do przodu misje, które wykonujemy dla różnych zleceniodawców.
Na terenie Liberty City, podobnie jak to było w poprzedniej odsłonie gry, znajdziemy liczne sklepy o odmiennych specjalizacjach. Oprócz tych z bronią, ubraniami czy restauracji, w najnowszej odsłonie serii możemy skorzystać z usług nocnych klubów, teatrów (show), barów czy centrów rozrywki (kręgle, rzutki, bilard lub automaty do gry), w których to zajęciach uczestniczymy my, jako gracze, w pełni je kontrolując. Owocuje to masą wciągających mini gierek, którymi fajnie jest się pobawić.
Również nasze posiadłości zostały wzbogacone – nie służą już tylko do spania i zmiany ubrań. Możemy pooglądać TV (ze zmianą kanałów włącznie!), posłuchać radia, pograć w bilard czy poszperać w Internecie używając laptopa – możliwości jest naprawdę sporo.
Poprawie uległ system celowania, który w poprzednich (konsolowych) częściach serii potrafił irytować oraz tzw. misje policyjne. Zadań takich mamy nieskończenie wiele (tzw. Current Crime), jednak istnieje ich odmiana, licząca równe trzydzieści misji podzielonych pomiędzy dzielnice Liberty City, która ma wpływ na postęp gry (Most Wanted). Zabawa w policjanta potrafi być źródłem dodatkowych dochodów, broni czy amunicji. „Pracę policjanta” rozwiązano znacznie lepiej niż było to zrobione poprzednio.
Również sam system zmagań z policją został zmodyfikowany. Teraz, kiedy coś „nabroimy” i mamy na karku LCPD, zostaje wyznaczona specjalna strefa poszukiwań, oznaczona na mapie jako kolisty teren mieniący się kolorem syren (zaznaczane jest również położenie wozów policyjnych! - znaczne ułatwienie), z którego naturalnie musimy zwiać, żeby pozbyć się zbędnej „obstawy”. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, które jest proste, a zarazem rajcujące. Również sami gliniarze są teraz uważniejsi: dziwne zachowania na ulicy (obijanie samochodów, przewracanie słupów) wzmogą ich czujność, nie wspominając nawet o jeździe po pijaku czy bójkach z przechodniami.
Zrezygnowano z systemu statystyk postaci znanego z GTA: San Andreas, co, moim zdaniem, grze wyszło jedynie na dobre. Pozostałe elementy rozgrywki pozostały niezmienione lub zmienione w stopniu nie wartym odnotowania.
Nowości!
A co jeśli chodzi o nowości w strefie rozgrywki? Pojawiły się misje dodatkowe, które nie mają wpływu na postęp głównej osi fabularnej, a zlecane są nam przez bohaterów niezależnych oraz osoby, które w wyniku wyboru zachowaliśmy przy życiu; ich lokacje są stałe, dodawane do mapy kiedy jesteśmy w ich pobliżu, a oznaczone są symbolem „niebieskiego ludka”. Ale zaraz, zaraz - „wyboru”? Tak, nasze działania są obarczone konsekwencjami, które najczęściej dostrzegamy wraz z postępem fabuły, a czasem nawet nie mamy o nich pojęcia! Choć system nie jest jeszcze zbyt rozbudowany, możemy stwierdzić, że seria idzie w dobrym kierunku, z duchem czasu, coraz więcej gier oferuje bowiem wybory niosące konsekwencje, a także wybory moralne – których nomen omen nie zabraknie również i w GTA IV. Faktem jest że, zależnie od podjętych decyzji, możemy uświadczyć dwóch zupełnie różnych zakończeń fabularnych!

Nowością są również przyjaciele, z którymi budujemy nasze relacje dzięki wspólnym wypadom na miasto. W ten sposób możemy zyskać dla Niko dziewczynę, a w pewnych wypadkach – prawdziwą pomoc, w postaci transportu helikopterem, pomocników w walce czy możliwości dochodowej pracy. Dlatego utrzymywanie kontaktów na zadowalającym poziomie jest tak ważne.
W GTA IV uświadczymy takich dobrodziejstw cywilizacyjnych jak Internet (wiele stron o różnej tematyce, możliwość korzystania z poczty elektronicznej), komórka (funkcje takie jak pobieranie dzwonków i tapet oraz korzystanie z wbudowanego aparatu cyfrowego!) czy GPS (zaznaczamy na mapie dowolny punkt, do którego chcemy się udać i po prostu poruszamy się wyznaczoną trasą lub słuchając poleceń głosowych). Te trzy elementy zostały rozbudowane do tego stopnia, iż w całości odzwierciedlają to, z czym mamy do czynienia w prawdziwym życiu, co stanowi istne mistrzostwo! Brawa!
Kolejne dwie nowości dotyczą sterowania. Po pierwsze: w opcjach możemy zdefiniować jakie czynności będziemy kontrolować dzięki wychyleniom pada (np. gra w kręgle czy lot helikopterem). Korzystanie z tilta jest całkiem wygodne i dostarcza masę zabawy.
Po drugie: otrzymujemy, znany chociażby z gry Uncharted: Drake's Fortune, system krycia się za przeszkodami. Aktywne wykorzystywanie otoczenia jest teraz podstawą w walce z wrogiem. Patent, który pojawił się wraz z Gears of War, jest teraz obowiązkowym elementem każdej strzelanki TPP. Nie inaczej jest i w tym przypadku.
RAGE w akcji
Graficznie GTA IV stanowi olbrzymią odskocznię od swej ostatniej, przeznaczonej na konsole stacjonarne, odsłony. Nic dziwnego – różnice w mocy obliczeniowej pomiędzy obiema generacjami są kolosalne. Co więc dokładnie otrzymujemy? Wypełnione najnowszymi fajerwerkami graficznymi środowisko gry, hulające w rozdzielczości 720p (co prawda nie pełnej, lecz zastosowane efekty sprawiają, iż różnica jest niezauważalna dla „zwykłego” gracza). Silnik na którym śmiga gra, nosi nazwę RAGE. Zalety? Już wymieniam: wysoce interaktywne środowisko (może nie jest to Assassin's Creed, ale jadący pod pewnym kątem samochód, który odbija się od krawężnika daje do myślenia!), wspaniałe modele pojazdów, przy których tworzeniu wzorowano się na tych znanych nam z życia codziennego (amator motoryzacji bez problemu zorientuje się co jest co), równie fascynujące, żywo animowane postacie (jak zapewniają twórcy – w całym Liberty City nie napotkamy dwóch identycznych osób!), zachwycające modele zniszczeń (pojazdy nie podlegają już kilkustopniowemu podziałowi zniszczeń, co mogliśmy uświadczyć w poprzednich odsłonach gry, a przechodzą totalną demolkę – począwszy od kul tkwiących w karoserii, poprzez powstające na niej zarysowania, na zniszczeniach pokroju skrzywionej osi kół, uniemożliwiających dalszą jazdę, kończąc), efektowne wybuchy, kończące się ogarniętymi płomieniami szczątkami czy generowane w czasie rzeczywistym warunki atmosferyczne (poranna mgła ograniczająca widoczność, mocno siekący deszcz, który sprawi, iż wariacje samochodowe zostaną obarczone dziesięciokrotnie większym ryzykiem wylądowania na budynku, drzewie lub innym pojeździe czy piękne zachody słońca, nadające całemu miastu romantyczne kolory w odcieniach czerwieni i pomarańczy)... Przepis na wyśmienity graficznie tytuł? Na pewno!

Animacja
Wraz z przejściem na konsole nowej generacji, również animacja doznała znacznego skoku jakościowego. Teraz ruchy postaci wyglądają znacznie bardziej naturalnie i są po prostu bogatsze: nie raz zobaczysz przelatującego przez poręcz czy spadającego ze schodów przeciwnika, zachwycisz się tym, jak Niko przeskakuje przez mur czy zatacza się po pijaku. Gestykulacji podczas rozmowy nie uświadczymy już jedynie podczas filmików przerywnikowych, a nawet podczas jazdy samochodem czy rozmowy telefonicznej! Wszystko to wygląda naprawdę świetnie i dodaje grze większej dozy realizmu.
Cut-scenki
Wspomnieć należy również o cut-scenkach, które towarzyszą serii od wydania gry GTA III. Te niezmiennie zrealizowane są z wielkim rozmachem i zachowaniem detali, co w połączeniu ze świetnym voice-actingiem, którym zajęli się profesjonalni aktorzy, daje mieszankę iście wybuchową. Jestem pewien, że charakterystyczny głos Niko Bellica (Michael Hollick, zapamiętajcie to nazwisko!) pozostanie w Twojej pamięci na długi czas po ukończeniu gry. Oglądanie filmików przerywnikowych (plus zaawansowana znajomość języka angielskiego) jest jedynym sposobem na ogarnięcie całej fabuły, do czego serdecznie zachęcam, bo ta jest po prostu zrealizowana jak dobry film akcji.
Soundtrack
Co GTA IV ma nam do zaoferowania w sferze doznań dźwiękowych? Przede wszystkim wyśmienity soundtrack, będący kompilacją hitów słuchanych w chwili obecnej „za oceanem”. Gatunków muzyki jest bardzo wiele, posegregowane są w 15 różnych radiostacji tematycznych (3 pozostałe to tzw. talk radio stations, co oznacza, ni mniej, ni więcej, że nie usłyszymy tam muzyki, a „gadaninę”). Od popu, poprzez techno i rock, aż po reggae. Każdy znajdzie coś dla siebie!
Udźwiękowienie
Dodatkowo mamy oczywiście aspekt udźwiękowienia samego środowiska gry. Również w tej sferze nie mamy na co narzekać, co więcej – można doznać niemałego zachwytu! Ludzie, którzy teraz nie ograniczają się już jedynie do krótkich komentarzy, a wręcz prowadzą ze sobą dyskusje, piski opon, a nawet dosłyszalne podczas szybkiej jazdy charakterystyczne przebitki, ogłuszający huk wody wydobywającej się z hydrantu czy dźwięk strzelających z przewróconego słupa iskier... Jest zdecydowanie bardziej bogato, niż miało to miejsce w ostatniej odsłonie serii. A najlepsze jest to, że nie zabrakło swojskiego k***a!
NOWOŚĆ – multiplayer!!!
Tryb multiplayer nie jest w serii Grand Theft Auto całkowitą nowością, ponieważ już poprzednia odsłona gry, o podtytule San Andreas (w wersji na komputery klasy PC), oferowała możliwość wieloosobowego grania przez sieć dzięki odpowiedniemu modowi, stworzonemu przez skupioną wokół tytułu społeczność graczy. Jednak trzeba przyznać, iż był to jedynie amatorski i raczej nie przemyślany dodatek. Pokazał jednak ważną rzecz – tryb rozgrywki wieloosobowej można zaimplementować również do tak typowo „pojedynczograczowego tytułu”, jakim jest GTA. Kto wie czy właśnie nie to popchnęło dewelopera do stworzenia, już całkowicie profesjonalnego i przemyślanego, trybu rozgrywki multiplayer w najnowszej odsłonie serii? Ale do rzeczy.
Przygotowano aż czternaście różnych trybów gry (!); opisy co ciekawszych znajdziesz w następnym akapicie. Gra odbywa się na terenie całego Liberty City, a maksymalna jednoczesna ilość graczy wynosi szesnastu. Zabieg ten ma na celu zminimalizowanie towarzyszącemu zabawie chaosu, uważam jednak, że na tak pojemnym obszarze można by upakować większą ilość graczy...
Rozpoczynając zabawę określamy naszą postać, korzystając ze skąpego raczej spektrum możliwości oferowanego przez wbudowany kreator. Wraz z awansami na wyższe poziomy (wyznaczane przez zdobywaną podczas zabawy gotówkę) poszerza się ono nieco – o nowe ubrania na przykład. Ale nie to jest najważniejsze. Po sfinalizowaniu niedługiego procesu możemy przejść do właściwej zabawy!
Tryby rozgrywki w multiplayerze
Czternaście trybów robi wrażenie, prawda? Dlatego opiszę tu co ciekawsze z nich – wszak deathmatch czy team deatchmatch występuje chyba w każdej grze tego typu.
Na pierwszy ogień idzie Mafiya Work. W tym trybie rozgrywki naszym celem jest wykonywanie zadań zlecanych telefonicznie przez mafiosa Petrovica. Są to zlecenia na zabójstwo danej osoby lub grupy osób, porwania, kradzieże, zniszczenie określonych obiektów... Słowem: typowy gangsterski żywot. Oczywiście musimy uważać na współzawodniczących z nami pozostałych Graczy, którzy równolegle wykonują te same misje. Zwycięzcą jest osoba, która na swoim koncie zgromadzi największą ilość martwych prezydentów, którzy przyznawani są za ukończenie misji oraz eksterminację przeciwników. Uważaj również, by nie zawalić danego zadania, ponieważ, analogicznie, z Twojego konta zostanie odjęta określona sumka.
Teraz zajmijmy się innym, nieco zbliżonym, ale skupionym na samochodach (w końcu nazwa zobowiązuje), trybie – Car Jack City. Znając lokalizację danego pojazdu, musisz uprzedzić innych, kradnąc go i odstawiając na wyznaczone miejsce. Jednocześnie musisz zadbać o stan pojazdu, każda ryska to mniejsza zapłata za zlecenie.
Model jazdy w GTA niewiele różni się od tego znanego z innej flagowej serii developera, Midnight Club. W tę myśl przygotowano tryby Race i GTA Race. Pierwszy to tradycyjne wyścigi, w drugim dodatkowo uświadczysz broni. Jest wybuchowo!
Zapewne jako dziecko bawiłeś się w „policjantów i złodziei”. Nie? Będziesz miał okazję. Jeśli tak – czas powrócić do czasów dzieciństwa! W trybie Cops 'n Croocs gracze dzielą się na dwie grupy – tych dobrych, czyli stróżów prawa oraz tych złych, czyli mafię. Zadaniem pierwszych jest zabicie mafijnego bossa i jego podwładnych, drugich – eskorta szefa do zaznaczonego na mapie pojazdu i ewakuacja. Po rozegraniu tury grupom przyznawane są pieniądze, a następnie dokonywana jest zamiana miejsc i rozegranie kolejnej tury, po czym następuje ostateczne rozstrzygnięcie i ogłoszenie wyników.
Teraz Hangman's NOOSE. Petrovic powraca do Ameryki, która nie wita go specjalnie przyjacielsko, bowiem w momencie, kiedy samolot mafioza ląduje na płycie lotniska, pojawiają się na nim również służby specjalne NOOSE. Twoim zadaniem jest obrona szefa i jego ewakuacja do bezpiecznego miejsca. Po wykonaniu zadania otrzymujesz cenne dolary, dodatkowe pieniądze możesz zdobyć zabijając przeciwników.
Na koniec napomknę o innym trybie, Free Mode. Jak sama nazwa wskazuje, jest to bezcelowa włóczęga po mieście w towarzystwie pozostałych graczy. A więc róbta co chceta!
Niech żyje Liberty City!
Seria Grand Theft Auto w końcu dorobiła się w czwórki w tytule. Wrażenia? Najlepsza odsłona. Zdecydowanie. Czemu? Fajni pewnie już wiedzą, ale powiedzmy to wszystkim: GTA to ciągły rozwój, nie tylko w kwestii technologicznej, ale fabularnej i sposobie prowadzenia rozgrywki. I to chyba świadczy o niesamowitym sukcesie tej serii. Z każdą kolejną odsłoną wznosi się na kolejne wyżyny. Nie inaczej jest i tym razem. Polecam!